Przepraszam, Was za opóźnienie. Oto kolejny rozdział mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Życzę miłego czytania.
Tora no Hana.
Wchodząc
do Wielkiej Sali od razu skierowała się do stołu Gryffindoru, tak jak
miała to w zwyczaju usiadła naprzeciwko Harry’ego i Rona.
-Hermiono? Mogłabyś jeszcze to przemyśleć? – spytał Ron, a Harry tylko westchnął zirytowany.
-Nie – odpowiedziała stanowczo – Pytasz o to codziennie.
-Już, nie denerwuj się – wtrącił Harry chcąc załagodzić zbliżającą się kłótnię.
-Co nie denerwuj się? Najwyraźniej nie rozumie, że nie znaczy nie
– dodała wstając od stołu. Całkowicie straciła apetyt – A tak przy
okazji nie mamy dzisiaj eliksirów – rzuciła sycząc jak wściekła kotka.
Udając że poprawia włosy dyskretnie otarła zbierającą się w kąciku oka
łzę. Okręciła się na pięcie i wyszła z Sali.
Chłopacy przez chwilę milczeli patrząc w ślad za Hermioną.
-Daruj sobie Ron, skoro dwa razy powiedziała, a raczej wykrzyczała odmowę, to raczej nie masz szans – zauważył Harry.
-Ty zawsze wiesz jak mnie pocieszyć, nie? – zakpił Ron.
-Od tego w końcu jestem – odparł Harry. Obaj się zaśmiali.
***
Tuż
po dzwonku weszli do pracowni transmutacji na trzygodzinne zajęcia.
Hermiona usiadła w pustej ławce, z dala od Rona. Nadal była wściekła, że
nie potrafi zrozumieć tego co się do niego mówi. Jak grochem o ścianę, prychnęła w myślach. Jedynie zamiar odwiedzenia Mistrza Eliksirów poprawiał jej humor.
-Dzisiaj
na lekcji będziemy zajmować się przemianą książki w dowolne zwierzę,
zaklęcie jest bardzo trudne i złożone, musicie być absolutnie skupieni.
Każdy będzie ćwiczył samodzielnie – powiedział wwiercając się wzrokiem w
nadal rozgadanych uczniów – Cisza, tego wam potrzeba. Nie muszę udawać,
że ci najbardziej rozgadani dostaną dodatkową pracę domową, prawa? –
wszelkie rozmowy natychmiast ucichły. McGonagall skinęła z aprobatą –
August transmutare in libro animalium, tak brzmi zaklęcie, więc bierzmy
się do pracy.
Przez
niemal dwie trzecie zajęć profesor McGonagall chodziła po sali
indywidualnie pokazując jak należy wykonać zaklęcie. W końcu podeszła do
Hermiony, która siedziała z dala od przyjaciół.
-Wszystko w porządku panno Granger? – spytała zmartwiona.
-Tak pani profesor.
-W takim razie pokaż mi jak wykonujesz zaklęcie – zachęciła nauczycielka.
August
transmutare in libro animalium – powiedziała Hermiona spokojnym,
skupionym głosem, a leżąca przed nią przypadkowa książka zmieniła się w
słodkiego, miauczącego burego kota.
-Ciekawe – mruknęła – Czy tak właśnie wyglądałaby pani jako animag…
-Co ma pani na myśli?
-To
zaklęcie sprawdza, czy postać po przemianie animaga jest bezpieczna dla
otoczenia. Ale o tym będziemy mówić dopiero w drugim semestrze. 10
punktów dla Gryffindoru – McGonagall podeszła do kolejnej osoby, która
miała wyraźne problemy.
Tego dnia na lekcji Gryffindor zdobył 100 punktów, a Slytherin tylko 80. Wychodząc z pracowni wpadła na Harry’ego.
-Możemy pogadać? – spytał szybko zanim zdążyła odejść.
-Tylko szybko bo muszę iść do Snape’a – odpowiedziała zniecierpliwiona.
-A po co do niego? – spytał chłopak marszcząc brwi.
-W sprawie praktyk – odparła zwięźle przestępując z nogi na nogę.
-Dobra – uśmiechnął się – Nie denerwuj się tak na Rona – rzucił spokojnie.
-Denerwuje
mnie fakt, że nie pojmuje tego co do niego mówię. Traktuję go jak
przyjaciela i brata, a on na siłę próbuje to zmienić – wyrzuciła z
siebie – Coś jeszcze? Naprawdę się śpieszę Harry! – chłopak skinął
głową.
-Spotkajmy się po kolacji.
-Jasne – odkrzyknęła pędząc w stronę lochów.
***
Wchodząc
do lochów, pomyślała że może nauczyciel jest w pracowni. Podeszła i
zapukała, ale odpowiedziała jej cisza. Powoli, nie pewnie podeszła do
miejsca gdzie wczoraj pojawiły się drzwi. Zastukała w kamień. Nic,
cisza. Zapukała ponownie zaniepokojona przygryzając dolną wargę. Po
chwili odskoczyła zaskoczona, bo przed nią ni stąd ni zowąd otworzyły
się drzwi i stał przed nią nikt inny jak Snape. Wyglądał znacznie lepiej
niż rano kiedy go zostawiała. Chciała się odezwać, ale głos odmówił
współpracy. Czarne oczy przyglądały jej się pytająco.
-Co panią tutaj sprowadza? – spytał przerywając milczenie.
-Chciałam
się spytać, czy mógłby profesor przyjąć mnie na praktyki do siebie –
odpowiedziała niepewnie i nie przeciągając sprawy. Snape spojrzał na nią
zaciekawiony, a po chwili zrobił przejście.
-Niech
pani wejdzie – posłusznie weszła do jego kwatery od razu kierując się
do znajomego fotela w salonie. Usiadł naprzeciwko niej.
-Dobrze usłyszałem, że chce pani brać u mnie praktyki?
-Tak – odparła nagle nabierając pewności siebie.
-Więc chce pani zostać mistrzynią w tej dziedzinie, tak? – zadrwił, a dziewczyna z poważnym wyrazem twarzy przytaknęła:
-Owszem.
-Sądzi pani, że podoła stawianym przeze mnie zadaniom?
-Oczywiście – odpowiedziała lekko urażona.
-Jeśli
się nie zgodzę będę miał na karku profesor McGonagall i dyrektora… -
mruknął - Będzie pani przychodzić po kolacji w każdy wtorek, czwartek i
piątek, czasami w soboty.
-Dziękuję… - chciała jeszcze coś dodać, ale przerwał jej.
-Proszę się przygotować na ważenie dużo trudniejszych wywarów niż veritaserum, czy wielosokowy.
-Mam taką nadzieję – zauważyła z lekkim uśmieszkiem.
-Domyślam
się. Przyznaję, że ma pani smykałkę do eliksirów, zwłaszcza po takim
pokazie na drugim roku – Hermiona zarumieniła się i odwróciła wzrok
przypominając sobie co wtedy zrobiła – Jednak za bardzo skupia się pani
wykonywanej pracy nie patrzy pani co się dzieje wokół pani a zawsze trzeba wiedzieć co jest potencjalnym źródłem niebezpieczeństwa, ale to da się zmienić, dużą ilością ćwiczeń. A
na jutro proszę przygotować referat na temat wszystkich znanych
eliksirów leczniczych, to absolutna podstawa. Jeśli to wszystko, to może
pani iść. Widzimy się jutro.
-Dziękuję za zgodę. Przepraszam, że pytam, ale… - zawahała się – Lepiej się już pan czuje?
-Tak – odparł o dziwo spokojnie. Skinęła zadowolona głową.
-W takim razie do widzenia profesorze.
***
Zadowolona
z obrotu spraw skierowała się biblioteki. Miała jeszcze całkiem sporo
czasu do kolacji. W ciągu tego czasu zdążyła zapisać trzy pełne arkusze
pergaminu dla Snape’a, wtedy zorientowała się, że czas najwyższy zejść
na kolację. Schowała rzeczy do torby i odesłała książki na miejsce.
Usiadła na swoim stałym miejscu przysuwając bliżej siebie półmiski z jedzeniem połykając kęsy w pośpiechu.
-I co? Zgodził się ? – spytał zaciekawiony Harry.
-Tak – odparła uradowana Hermiona.
-Kto i na co się zgodził? – zapytał Ron patrząc to na Hermionę, to znów na Harry’ego.
-Snape – powiedział Harry.
-Kto? – krzyknął zaskoczony – Na co on się zgodził?
-Na to żeby brała u niego praktyki – odpowiedział Harry zamiast przyjaciółki.
-Ten dupek? – oburzył się.
-Tak
Ron – syknęła dziewczyna – To moja decyzja, a tobie nic do tego.
Zachowujesz się zupełnie jakbym była twoją własnością chociaż tak nie
jest – wykrzyczała ostanie słowa, aż siedzący w pobliżu uczniowie
spojrzeli na nią zdziwieni. Złapała za swoje rzeczy znowu idąc do
biblioteki.
***
Mistrz
Eliksirów siedział w swoich kwaterach popijając ognistą whisky.
Zastawiało go, który idiota doprowadził ją do takiego stanu.
Najwyraźniej nie potrafili zrozumieć że i tak jest już nią źle, że nie
potrafi przespać nocy, a ci dokładają jej dodatkowe problemy. Ostatnio
dość często o niej myślał. Kiedyś spokojna Panna-Wiem-To-Wszystko, a
teraz coraz bardziej oddalająca się od przyjaciół. Brak wsparcia od tych idiotów, ot co pomyślał
biorąc kolejny łyk trunku. Kiedyś jej brązowe oczy były pełne życia, a
teraz zostały zasypane przez smutek i rozpacz. A żaden z nich nie
widział głębiej leżącego problemu. Rozmyślania przerwało mu pukanie do
drzwi. Miał nadzieje, że to nie ta nieszczęsna Gryfonka.
Przed nim, dla odmiany, stała Minerwa.
-Widzę, że znów sięgnąłeś po ognistą – powiedziała na powitanie.
-Stęskniła się za mną – zadrwił.
-Będziemy tak rozmawiać w tym przeciągu? – wpuścił ją niechętnie – Czemu zaszczycam twoją wizytę?
-Widziałeś dzisiaj Granger? – zapytała wygodnie sadowiąc się w fotelu przy kominku.
-Co ja mam z nią wspólnego u diabła? – warknął.
-Zmartwiło mnie to co miało miejsce podczas kolacji.
-Pewnie któryś z tych idiotów zalazł jej za skórę – zakpił.
-Przyszła po eliksir uspokajający? Lepiej żeby nie zasypiała w takim stanie.
-Mnie
to tłumaczysz? Od półtora miesiąca mówię do niej spokojnie chociaż
czasami mam ochotę porządnie na nią nakrzyczeć. Najwyraźniej jej
przyjaciele niczego nie wiedzą – krzyknął.
-Nie krzycz, ze słuchem u mnie nienajgorzej.
-Pewnie Weasley się dowiedział, że będzie miała u mnie praktyki.
-Zgodziłeś się – stwierdziła zdziwiona.
-Gdybym
się nie zgodził miałbym ciebie i Albusa na karku z nawałem pytań czemu
jej nie przyjąłem. Po drugie nie chce jej denerwować, bo to ja będę
musiał ją potem uspokajać bo Malfoy i tak nie da rady. A po trzecie ma
talent.
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale właśnie pochwaliłeś Gryfonkę – wtrąciła zjadliwie.
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale właśnie pochwaliłeś Gryfonkę – wtrąciła zjadliwie.
-Wcale nie – oburzył się.
-Owszem.
-Stwierdzam
tylko fakt, już na drugim roku miała dryg. Który normalny uczeń robi
warzy wielosokowy w łazience? I kto podbiera własnemu nauczycielowi
składniki?
-Ty?
-Bo ten idiota nie potrafił ich wykorzystać! – prychnął.
-Możliwe – stwierdziła McGonagall pojednawczo – Będąc przy Granger, wymyśliłeś coś? Bo osobiście wpadłam na pewien pomysł.
-Jaki?
-Jaki?
-Sam mówiłeś, że śpi ci się lepiej kiedy ktoś jest obok ciebie. Więc może wypróbować to też na niej?
-A
niby z kim miałaby spać? – prychnął – Potter i Weasley nie wchodzą w
grę. Nawet o tym nie myśl. Nie wytrzymują jednego dnia bez denerwowania
jej. My odpadamy. Zostaje Malfoy, który przydaje się bardziej niż jej
przyjaciele…
-Można spróbować. Myślę, że się zgodzi.
-Spróbujmy. Nie może przez całe życie brać eliksirów. Świadomość, że jest bezpieczna może jej pomóc.
-A tak przy okazji czemu odwołałeś zajęcia?
-A tak przy okazji czemu odwołałeś zajęcia?
-Byłem wczoraj na misji – odparł wymijająco.
-I nic nie powiedziałeś? – spytała zaskoczona.
-Po powrocie nie byłem w stanie wejść samemu do zamku, a co dopiero wejść na pogawędkę do ciebie – zadrwił.
-To kto ci pomógł? – spytała jeszcze bardziej zaskoczona.
-Nasza
nieszczęsna Gryfonka. O północy siedziała sobie na błoniach bo
potrzebowała spokoju po pewnej rozmowie – zauważył pytające spojrzenie
Minerwy – Nie patrz tak na mnie, nie wiem z kim rozmawiała. Nawet
podejrzewam kto.
-Weasley? – westchnęła.
-Bynajmniej.
Potter chyba wie co jest na rzeczy albo się chamuje. Weasley też musi
to wiedzieć, ale jest zbyt tępy żeby jej nie denerwować.
-I co było dalej?
-I co było dalej?
-Przeniosła mnie tutaj, opatrzyła rany i ogółem poskładała do kupy.
-Czemu nie poszła po Poppy?
-Było
po północy, a ona pałętała się po zamku. I pewnie domyśliła się, że nie
chcę robić sensacji w zamku. Jak się przebudziłem drzemała w fotelu
czekając aż się obudzę. Wzór cnót anielskich – parsknął – Nawet rzuciła
gadkę jak to nie chciała zostawić mnie samego. Chyba jakoś chciała
zrekompensować to co dla niej robimy. Nawet nie miałem koszmarów.
Upadłem na głowę skoro ci to wszystko mówię.-Pójdziemy ich o tym poinformować? – skinął jedynie głową w odpowiedzi.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCudny ♥ Robi się coraz ciekawiej.
OdpowiedzUsuńTylko Ron zachowuje się jak idiota... nie rozumie, że Hermiona go nie chce? -.-
Sev i Minerwa są na prawdę super, szczególnie razem. Te ich rozmowy są niesamowite :D
Fajnie, że Snape przyjął Granger na praktyki. Nie spodziewałam się, że tak od razu się zgodzi.
Czekam na następną notkę, pozdrawiam i życzę Weny :)
bullek
Fajny rozdział :) Naprawdę mam dość Rona!
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego rozdziału :D
Super :D Ron to debil :/
OdpowiedzUsuńSeverus i Minerwa... genialnie xD uwielbiam jak tak się kłócą ♥
F*ck yeah, Hermiona ma praktyki u Severusa :3